Czy posiadanie mniej ułatwia sprzątanie?

Odpowiedź brzmi: tak, i to bardzo! Jako osoba, która przeszła drogę od „zbieracza pamiątek” do minimalistki z wyboru, mogę śmiało powiedzieć, że im mniej przedmiotów wokół siebie, tym mniej kurzu, bałaganu i stresu. Ale żeby nie było zbyt kolorowo – czasem bywa z tym trochę zabawy (i łez, gdy trzeba pożegnać kolekcję „magicznych” butów).

Moja historia: od bałaganiarza do minimalistycznej guru (prawie)

Kiedyś mój dom przypominał połączenie sklepu z pamiątkami i magazynu promocji „3 w cenie 2”. Zawsze miałam racjonalne wytłumaczenie: „Te szklane słoniki są urocze!”, „A co, jak kiedyś schudnę i te dżinsy znów będą pasować?”. Efekt? Sprzątanie zajmowało mi całe weekendy, a stres przed niespodziewanymi gośćmi powodował, że chowałam rzeczy… pod inne rzeczy. Rewolucja nadeszła, gdy pewnego dnia mój mąż (były piłkarz, który uwielbia porządek) zapytał: „Kochanie, czy ten stos gazet to nowy element dekoracyjny?”.

Czy posiadanie mniej ułatwia sprzątanie?

5 powodów, dla których mniej = łatwiej

  • Mniej przedmiotów = mniej powierzchni do wycierania. Proste jak drążek w crossficie – im mniej półek, bibelotów i „ozdobnych gratów”, tym mniej kurzu i szybciej posprzątane.
  • Łatwiej znaleźć miejsce dla każdej rzeczy. Gdy masz tylko jedną szafkę na kubki, nie musz się zastanawiać, czy postawić go na stole, parapecie czy w „tym jednym wolnym kącie”.
  • Mniej decyzji = mniej zmęczenia. Nie musisz wybierać między 15 kosmetykami pod prysznic – masz jeden szampon i jesteś wolna jak ptak.
  • Rzadziej gubisz ważne rzeczy. Bo gdzie się podział klucz? Wśród 10 innych na dnie torebki czy w dedykowanym haczyku przy drzwiach?
  • Większa szansa, że rzeczy trafią tam, gdzie ich miejsce. Bo jeśli coś ma tylko JEDNO miejsce, to nawet leniuch (tak, ja też czasem nim jestem) rzuci to tam odruchowo.
Czytaj także  Porady dla freelancerów: Organizacja pracy zdalnej

Jak zacząć? Metoda „A co, jeśli jutro umrę?” (w wersji light)

Nie, nie namawiam na pesymizm! Ale to moja ulubiona metoda na pozbywanie się zbędnych przedmiotów. Zadaj sobie pytanie: „Gdybym miała się przeprowadzać, czy zabrałabym to ze sobą?”. Jeśli odpowiedź brzmi „ehhh”, to znak, że możesz to oddać/sprzedać/wyrzucić. Inne moje sprawdzone sposoby:

Metoda Dla kogo Przykład z mojego życia
„Odwrócona szafa” Dla tych, którzy lubią widzieć efekty Wszystkie ubrania wieszam „tyłem”. To, czego nie założyłam w ciągu 3 miesięcy, ląduje w worku dla potrzebujących. (Odkryłam, że 80% mojej garderoby to „ubrania widmo”)
„Pudełko próbne” Dla sentymentalnych Wątpliwe przedmioty pakuję do pudełka na 3 miesiące. Jeśli czegoś nie wyciągnę – żegnam się z tym. (Ostatnio pożegnałam 5 „magicznych” butów, które miały „wydłużać nogi” – leżąc w szafie)
„Zasada 1 wchodzi, 1 wychodzi” Dla zakupoholików Nowy blender? Stary musi opuścić kuchnię. Dzięki temu mój mąż przestał pytać, czy otwieram sklep z elektroniką.

Minimalizm a dzieci – czyli jak nie zwariować

„Ale przecież masz dzieci! To niemożliwe!” – słyszę często. Owszem, moje dwie córki potrafią w 5 minut zamienić salon w plac budowy. Ale:

  • Mamy ograniczoną liczbę zabawek (reszta jest schowana i rotujemy co miesiąc – dzieci nawet wolą te „nowe” zabawki!).
  • Wszystko ma swoje miejsce – nawet jeśli to miejsce to „wielkie pudło na klocki” – dzięki temu sprzątanie to 5 minut, a nie godzina.
  • Uczymy dzieci, że mniej = lepiej. Choć czasem i tak znajduję kamienie w kieszeniach spodni („Mamo, ten był wyjątkowo gładki!”).

Prawdziwe wyzwania minimalizmu

Nie oszukujmy się – czasem to trudne. Oto sytuacje, w których sama musiałam przegryźć zęby:

  • Prezenty od teściowej. Ta figurka aniołka, który wygląda jak z horroru? Stoi u nas… w szafie. Na wszelki wypadek.
  • „Ale to było drogie!” Ta sukienka za 500 zł, której nigdy nie założyłam? Sprzedana za 50 zł. Ból? Tak. Ulga? Ogromna.
  • Sentimentalne przedmioty. Zostawiłam tylko jedną szkolną gazetkę, gdzie pisałam o… dietach. Dziś śmieję się, że już wtedy wiedziałam, czym będę się zajmować!
Czytaj także  Czy warto kupować rzeczy używane?

Moje top 3 przedmioty, które ułatwiają sprzątanie

  1. Odkurzacz robot. Nazywam go „moim trzecim mężem” – pracuje, gdy ja leżę na kanapie.
  2. Pojemnik na zabawki z pokrywą. Wszystko do środka, przykryć, wygląda jak designerski stołek. Geniusz!
  3. Magnetyczny organizer na noże. Żadnych szuflad pełnych „narzędzi, których użyłam raz w życiu”!

Czy warto? Moje podsumowanie

Po 3 latach życia z mniejszą ilością rzeczy mogę powiedzieć: to działa! Sprzątanie zajmuje mi o 70% mniej czasu, a mój dom (nawet z dziećmi!) wygląda na uporządkowany. Czy czasem tęsknię za gromadzeniem? Pewnie, że tak – ale potem przypominam sobie, jak kiedyś spędzałam soboty na przekładaniu stosów ubrań z kąta w kąt. I od razu mi przechodzi.

A jeśli zastanawiasz się, od czego zacząć – polecam mały eksperyment: spakuj połowę rzeczy w jednym pokoju do pudeł na 2 tygodnie. Jeśli nie będziesz za nimi tęsknić… wiesz, co robić. Powodzenia! I pamiętaj – nawet minimalizm czasem może być maksymalnie… zabawny.