Czy warto prowadzić dziennik?

Odpowiedź brzmi: tak, ale tylko jeśli nie traktujesz tego jak kolejnego zadania na liście „must-have” zdrowego stylu życia. Prowadzenie dziennika to nie modny trend, tylko potężne narzędzie, które – używane z głową – może zmienić sposób, w jaki myślisz, planujesz, a nawet jesz (tak, nawet dietetyczka czasem zapisuje, co wpadło jej do ust poza planem!). Dlaczego warto i jak to robić, żeby nie skończyło się w szufladzie po tygodniu? Opowiem ci to na przykładzie mojego życia – od zapisków pełnych frustracji po treningu, po notatki, które pomogły mi przetrwać macierzyński chaos.

Dziennik to nie tylko dla nastolatek z kłódkami

Pamiętasz te czasy, kiedy dziennik kojarzył się głównie z sekretami pisanych pod kołdrą pamiętników i hasłem „Wstęp wzbroniony, zwłaszcza dla brata!”? Czas odczarować tę wizję. Prowadzenie dziennika to:

Czy warto prowadzić dziennik?

  • Terapia za darmo – zamiast wypłakiwać się przyjaciółce po piątej kawie, możesz wyrzucić z siebie emocje na papier (i oszczędzić jej kolejnej analizy twojego związku).
  • Detoks mózgu – zapisanie gonitwy myśli przed snem to jak wyciszenie powiadomień w głowie.
  • Narzędzie do zarządzania sobą – od śledzenia postępów w treningu po analizę, dlaczego znów sięgnęłaś po czekoladę o 22:00.

U mnie np. dziennik stał się ratunkiem po urodzeniu dziecka, kiedy jedyne, co pamiętałam, to godzina ostatniej zmiany pieluchy. Zapisywanie nawet jednego zdania dziennie („Dziś zjadłam obiad na siedząco!”) przywracało mi poczucie kontroli.

Czytaj także  Uroczystości pogrzebowe na cmentarzu

Co możesz zyskać, regularnie zapisując swoje myśli?

Nie będę cię zanudzać naukowymi wywodami (chociaż jako dietetyczka uwielbiam badania!), ale warto wiedzieć, że regularne pisanie dziennika:

Korzyść Jak to działa u mnie?
Redukcja stresu Gdy mój mąż (były piłkarz) opowiadał po raz setny o swojej kontuzji, zapisywałam irytację zamiast wybuchać.
Większa samoświadomość Dzięki dziennikowi odkryłam, że sięgam po słodycze, gdy… nudzę się podczas pracy!
Lepsza organizacja Zamiast trzymać w głowie listę „zrobić pranie, napisać post, kupić awokado”, wyrzucam to na papier.

„Ale ja nie umiem pisać!” – czyli obalanie mitów

Słyszę to często od klientek: „Nie jestem pisarką, to nie dla mnie”. A ja przypominam wtedy, że dziennik to nie powieść do wydania! Moje pierwsze zapisy wyglądały tak: „Dziś znów nie poszłam biegać. Zamiast tego jadłam lody. Jestem beznadziejna”. Z czasem nauczyłam się zamieniać to na: „Zrezygnowałam z biegania, bo byłam zmęczona. Lody dały mi chwilę przyjemności. Jutro spróbuję znaleźć inną formę relaksu”.

Jak zacząć, żeby nie skończyć po tygodniu?

Oto moja „metoda małych kroków”, którą stosuję też w dietetyce:

  1. Wybierz formę – notes, aplikacja, nawet nagrania głosowe. Ja używam pięknego zeszytu, bo lubię zapach papieru (tak, jestem oldschoolowa!).
  2. Nie stawiaj sobie poprzeczki wysoko – wystarczy 3 zdania dziennie. Moje dzisiejsze? „Ranek: yoga 15 min. Obiad: zupa zamiast kanapek. Wieczór: zaplanowałam jutrzejszy post na Instagram”.
  3. Znajdź swój rytm – nie musisz pisać codziennie. Ja robię to 3-4 razy w tygodniu, często podczas porannej kawy.

Pro tip: Jeśli nie wiesz, od czego zacząć, użyj pytań: „Co dziś dało mi radość?”, „Co mogę zrobić lepiej jutro?”.

Czego NIE pisać w dzienniku?

Tak, są rzeczy, których lepiej nie utrwalać (mówię to jako osoba, która kiedyś zapisała szczegółowy opis kłótni z mężem… i potem to przeczytała). Unikaj:

  • Wiecznego narzekania – raz ok, ale jeśli strony zamieniają się w monolog „wszystko jest beznadziejne”, to znak, żeby zmienić perspektywę.
  • Szczegółów, których wstydzisz się przeczytać – np. ile dokładnie ważyłaś w 2010 roku (tak, zrobiłam to. Nie polecam.).
  • Planów typu „od jutra nowe życie” – bo potem, gdy „jutro” nie przyjdzie, czujesz się winna.
Czytaj także  Jak nie zabrać pracy do domu?

Moja największa wpadka z dziennikiem

Pewnego wieczoru, pod wpływem emocji, opisałam szczegółowo, jak irytuje mnie… chrapanie mojego męża. Następnego dnia zostawiłam dziennik otwarty na stole. Marek przeczytał. Dostałam tekstem: „Wiesz, że mogę to nagrać i puścić ci, gdy sama chrapiesz?”. Morał: chowaj dziennik!

Dziennik dla zdrowia? Oczywiście!

Jako specjalistka od zdrowego stylu życia nie mogę nie wspomnieć o dzienniku żywieniowo-treningowym. To u mnie obowiązkowe narzędzie pracy, ale i sposób na bycie fair wobec siebie. Bo gdy klientka mówi: „Stosuję dietę, ale nie chudnę!”, a potem okazuje się, że „tylko raz” podjadała ciastka – dziennik to ujawnia. Używam go też do śledzenia:

  • Jak moje ciało reaguje na nowe ćwiczenia?
  • Kiedy mam największą ochotę na słodkie?
  • Czy moje samopoczucie zależy od tego, co jadłam wczoraj?

Dzięki temu odkryłam np., że po treningu siłowym mam większą ochotę na słone przekąski – i przygotowuję się, mając pod ręką zdrowe alternatywy.

Podsumowanie: czy dziennik jest dla ciebie?

Jeśli:

  • Masz wrażenie, że życie przecieka ci przez palce,
  • Chcesz lepiej rozumieć swoje emocje i zachcianki,
  • Potrzebujesz miejsca tylko dla siebie (nawet jeśli to tylko kartka papieru!)…

…to spróbuj! Nie musisz pisać literackich arcydzieł. Zacznij od jednego zdania dziennie. Może to być nawet: „Dziś znów nie prowadziłam dziennika. Jutro spróbuję”. I pamiętaj – nawet dietetyczka czasem zapomni o notatkach. I to jest ok!

A ty? Prowadzisz dziennik? A może masz śmieszną historię z nim związaną? Podziel się w komentarzu!