Cześć, tu Monika Lewandowska! Jeśli zastanawiasz się, jak okiełznać gonitwę myśli, stres i codzienne napięcia, mam dla Ciebie rozwiązanie – własnoręcznie stworzony „niepokój dziennik”. To nic innego jak osobisty notatnik, w którym zapisujesz swoje obawy, lęki i niepokoje, aby lepiej je zrozumieć i… oswoić. Brzmi poważnie? Spokojnie, podejdziemy do tego z lekkim przymrużeniem oka i dużą dawką praktycznych wskazówek!
Dlaczego warto prowadzić dziennik niepokoju?
Zanim przejdziemy do konkretów, pozwól, że opowiem Ci, dlaczego w ogóle warto się tym zająć. Wyobraź sobie, że Twój mózg to taki mały pokój, w którym codziennie ktoś rzuca nowe kartki z napisem „ALE CO JEŚLI…”. Bez kontroli szybko zamienia się w istny śmietnik. Dziennik niepokoju to taki osobisty sprzątacz, który pomaga posegregować te myśli i wyrzucić to, co niepotrzebne. A przy okazji – oszczędza Ci wieczornego przewracania się z boku na bok z pytaniem: „Czy na pewno wyłączyłam żelazko?” (spoiler: zawsze wyłączyłaś).

Korzyści, które Cię zaskoczą:
- Mniej czarnych scenariuszy – gdy zapiszesz lęk, traci on połowę mocy
- Większa samoświadomość – zaczniesz zauważać powtarzające się schematy
- Lepsze zarządzanie stresem – bo rozłożysz problem na czynniki pierwsze
- Zabawne historie na przyszłość – uwierz mi, za rok sama się zdziwisz, czego się bałaś
Krok 1: Wybierz idealny nośnik dla Twoich niepokojów
Nie ma jednej słusznej metody – możesz wybrać to, co najbardziej Ci odpowiada. Ja osobiście jestem zwolenniczką tradycyjnego notesu (bo lubię zapach papieru i możliwość kreślenia bezładnych strzałek), ale znam osoby, które wolą aplikacje. Ważne, żeby forma była dla Ciebie wygodna – inaczej szybko porzucisz ten projekt. Oto moja mała tabelka porównawcza:
| Metoda | Zalety | Wady |
|---|---|---|
| Notes tradycyjny | Możliwość rysowania, brak powiadomień, satysfakcja z pisania ręcznego | Możliwość zgubienia, brak funkcji wyszukiwania |
| Aplikacja w telefonie | Zawsze pod ręką, możliwość dodawania zdjęć, synchronizacja | Kusi, żeby sprawdzić social media, mniej intymne |
| Plik tekstowy | Szybkie wyszukiwanie, łatwość edycji | Mniej osobiste, ryzyko przypadkowego udostępnienia |
Mój sprawdzony sposób:
Używam małego, poręcznego notesu z twardą okładką (żeby przetrwał nawet najbardziej intensywne sesje terapii nerwowego bazgrania). Wybrałam taki z gumką, bo – nie oszukujmy się – czasem te myśli aż się proszą, żeby je zamknąć na głucho.
Krok 2: Ustal swój system wpisów
Tu nie ma sztywnych zasad, ale warto wypracować pewien schemat, żeby notatki były spójne. Ja proponuję prosty szablon, który stosuję od lat (i który przetrwał nawet moje największe kryzysy, włącznie z tym, gdy Marek zapomniał kupić awokado na moje słynne guacamole):
- Data i godzina – bo potem ciekawie jest obserwować, o której jesteśmy najbardziej kreatywni w wymyślaniu katastrof
- Co mnie niepokoi? – konkretne zdanie, np. „Boję się, że klienci nie będą zadowoleni z nowego programu żywieniowego”
- Skala niepokoju (1-10) – żeby śledzić intensywność emocji
- Fakty vs. domysły – rozdzielenie tego, co wiemy na pewno, od tego, co sobie dopowiadamy
- Najgorszy możliwy scenariusz – tak, właśnie ten, który sprawia, że serce wali jak po podwójnym espresso
- Realistyczne rozwiązania – co mogę zrobić, żeby zapobiec temu scenariuszowi?
Przykład z mojego dziennika:
„15.03.2023, 22:47 – Boję się, że zapomnę wszystkich ruchów na jutrzejszym live’ie z nowym treningiem. Skala: 7/10. Fakty: Znam ten układ na pamięć, nagrywałam go już 3 razy. Domysły: Na pewno stanę jak słup soli i wszyscy pomyślą, że jestem nieprofesjonalna. Najgorszy scenariusz: Zamarznę, ludzie wyśmieją mnie w komentarzach, stracę wszystkich obserwujących. Rozwiązania: Mam przygotowaną ściągawkę w telefonie, mogę zrobić próbę generalną rano, nawet jeśli się pomylę – pokażę, że każdy ma prawo do błędu.”
I wiecie co? Na live’ie pomyliłam się dwa razy, a ludzie pisali, jak bardzo ich to rozbawiło i że w końcu widzą, że jestem człowiekiem. Life lesson za free!
Krok 3: Znajdź swój rytm
Nie musisz pisać codziennie – chyba że masz wyjątkowo bogatą wyobraźnię do katastrof (wtedy współczuję i polecam herbatkę z melisy). Ważne, żeby dziennik był narzędziem pomocy, a nie kolejnym obowiązkiem na liście. Oto kilka podejść do wyboru:
- System „alarmowy” – piszesz tylko wtedy, gdy czujesz, że niepokój jest silny
- Wieczorne podsumowanie – 10 minut przed snem na przejrzenie dnia
- Poranna sesja – zapisujesz obawy na nadchodzący dzień
- Wersja „awaryjna” w telefonie – gdy dopada Cię niepokój w kolejce do kasy
Moja metoda:
Stosuję połączenie systemu alarmowego z cotygodniowym przeglądem w niedzielę wieczorem. Wtedy analizuję, które z moich obaw się spełniły (zwykle mniej niż 10%), a które okazały się kompletnymi wymysłami mojej nadgorliwej wyobraźni. To niesamowicie odciążające ćwiczenie!
Krok 4: Dodaj elementy kreatywne
Dziennik niepokoju nie musi być suchym zapisem zmartwień. Możesz go urozmaicić na wiele sposobów – im bardziej będzie osobisty, tym chętniej będziesz z niego korzystać. Oto kilka pomysłów:
- Kody kolorystyczne – np. czerwony dla spraw zawodowych, niebieski dla osobistych
- Rysunki i bazgroły – czasem emocje łatwiej wyrazić obrazem niż słowami
- Wywiązki z artykułów – które trafiły w sedno Twojego niepokoju
- Listy „co jeśli” – doprowadzanie czarnych scenariuszy do absurdu (np. „Co jeśli zapomnę hasła do maila? → Będę musiała zresetować. Co jeśli reset nie zadziała? → Zadzwonię na infolinię. Co jeśli infolinia będzie zajęta? → Pójdę na spacer i spróbuję później…”)
Mój ulubiony trick:
Gdy jakiś niepokój szczególnie mnie męczy, zapisuję go na osobnej kartce, a potem… zjadam (papier jest biodegradowalny, ale nie polecam w dużych ilościach) albo palę (w kontrolowanych warunkach i z zachowaniem zasad bezpieczeństwa!). To symboliczne pozbycie się problemu działa cuda!
Krok 5: Regularny przegląd i świętowanie postępów
Prowadzenie dziennika to nie wszystko – kluczowe jest wyciąganie wniosków. Raz w miesiącu zrób przegląd swoich zapisków. Zobaczysz, jak wiele Twoich obaw nigdy się nie spełniło, a te, które się ziściły – okazały się do przejścia. To buduje ogromną odporność psychiczną!
Pamiętaj też, aby świętować małe zwycięstwa. Każdy tydzień bez wpisu to powód do radości – znaczy, że jest lepiej! U mnie takie świętowanie wygląda zwykle tak: „Monika, przez ostatnie 5 dni nie wymyśliłaś żadnej nowej katastrofy? Zasłużyłaś na tę kawę z bitą śmietaną!”.
Statystyki, które Cię zaskoczą:
- 85% rzeczy, których się boimy, nigdy się nie zdarza
- Z pozostałych 15%, aż 79% okazuje się znacznie mniej straszne niż sądziliśmy
- Tylko 6% naszych obaw to rzeczywiście poważne wyzwania – ale i z nimi sobie radzimy!
Podsumowanie: Dlaczego warto spróbować?
Dziennik niepokoju to jak najlepszy przyjaciel – wysłucha każdej Twojej obawy, nigdy nie ocenia, a potem dyskretnie pokazuje, że jednak przesadzasz. To narzędzie, które nauczy Cię odróżniać realne problemy od wymysłów niesfornego umysłu. I choć brzmi poważnie, w praktyce może być świetną zabawą w odkrywanie, jak bardzo nasz mózg lubi nas czasem… nabrać.
Pamiętaj – nie chodzi o to, żeby przestać się martwić (to nierealne), ale żeby zmartwienia przestały Tobą rządzić. A teraz weź głęboki oddech, otwórz nowy notes i
Related Articles:

Nazywam się Monika Lewandowska i od lat pomagam kobietom odnaleźć równowagę między zdrowiem a codziennym chaosem. Jestem dyplomowaną dietetyczką i trenerką, ale wiem, że teoria to nie wszystko – sama przeszłam drogę od fast foodów do świadomych wyborów. Dziś dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniem, abyś Ty też mogła poczuć się dobrze w swoim ciele – bez presji i skomplikowanych zasad.
Wierzę, że małe kroki prowadzą do wielkich zmian. A jeśli czasem zjesz coś 'zakazanego’? Nic się nie stanie – ja też to robię! 😉


